Napisane przez: Renata Kwinta | Styczeń 24, 2010

Pesto i kilka… faktów, czyli coś o bazylii

Mróz mamy trzaskający, a Fakt i inne faktopodobne media straszą, że zamarzniemy, a jak nie, to choć mróz zelżeje, spadnie wielki śnieg i zasypie tych co nie zamarzli. No więc na przekór mrozowi (w naszym klimacie mróz to rzecz normalna) i mediom cieszmy się zapachem roślin i roślinnymi smakołykami.

Proponuję kupić bazylię w doniczce – w sklepach spożywczych i ogrodniczych, w supermarketach można nabyć bazylię i inne smaczne zioła. Uwaga na transport – musi być jak najszybszy i w cieple (kupujemy jeszcze gazetę do owinięcia rośliny i zamawiamy taksówkę ;)). Poważnie mówiąc, bazylia jako roślina wywodząca się z Indii, a w Europie zadomowiona nad Morzem Śródziemnym, nawet chłodu nie lubi, a co dopiero mówić o mrozie. O tym, czym różni się chłód od mrozu będzie fachowo kiedy indziej; wbrew pozorom sprawa jest poważna. A teraz wracamy do krzaczka. W domu ustawiamy go w ciepłym i jasnym miejscu, podlewamy jeśli trzeba, i, UWAGA – nie zdejmujemy od razu foliowej osłonki, tylko po kilku dniach lekko ją rozdzieramy, odsuwamy, a potem stopniowo, stopniowo dalej, i dopiero wtedy prezentujemy sobie i światu coraz bardziej pachnącą roślinę. W tym przypadku chodzi o stopniową aklimatyzację do warunków domowych (głownie wilgotności – w mieszkaniach jest na ogół sucho). Producent wysiewa do małej doniczki sporo nasion, więc jak już widzimy, że to nie jedna roślina, a wiele, to najlepiej je po paru dniach rozsadzić do nowych doniczek. Bazylia rośnie, przyjemnie pachnie, można codziennie odskubać liść, opłukać i dorzucić do kanapki czy sałatki. Kiedy już ma tych liści sporo, robimy z nich wspaniały włoski sos – PESTO.

Potrzebujemy:

– liści bazylii – tyle aby można je było zmiksować w domowym mikserze,
– oliwy, najlepiej extra vergine, może być też mieszanka: oliwa i olej rzepakowy lub inny,
– kilku łyżeczek orzeszków piniowych (można je zastąpić pestkami słonecznika; w tym przypadku nie używajmy już oleju słonecznikowego),
– czosnku – najlepiej świeżego, ale może być też suszony granulowany,
– startego parmezanu (opcjonalnie),
– do smaku: soli, czarnego i białego pieprzu, cukru.

Opłukane (ostrożnie) i podsuszone na ściereczce liście miksujemy z oliwą i orzeszkami aby uzyskać jednolity sos. Pod koniec dodajemy czosnek. Doprawiamy stopniowo solą, pieprzem i cukrem według upodobań. Przelewamy do wyparzonego i wystudzonego słoiczka, na wierzch nalewamy trochę oliwy odcinając dopływ tlenu, co hamuje procesy utleniania i zmiany mikrobiologiczne😉. Przechowujemy w lodówce – można nawet przez kilka miesięcy.

Wariant pesto alla siciliana – tu dodajemy suszone pomidory.

Pesto jest doskonałe jako dodatek do:
– makaronu al dente (z pszenicy durum; typowy włoski makaron – spaghetti, fusilli, penne itp.; kto ciekaw, niech je pozna, choćby najpierw teoretycznie: http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_pasta),
– zapiekanek z makaronu, kasz, ziemniaków, ciasta,
– zupy pomidorowej opartej na wywarze warzywnym,
– białego sera lub jajek na twardo (dobra pasta do kanapek),
…???

WAŻNE:
– nie bierzemy kwiatostanów, ponieważ mają gorzki smak i zbyt dużo olejków eterycznych (pesto pachnie wtedy jak perfumy ;)),
– nie miksujemy pesto zbyt długo ani za szybko, bo gorzknieje (to wina procesów utleniania),
– z tego samego powodu nie gotujemy pesto, dodajemy je po przyrządzeniu gorącego dania lub w ostatnich minutach jego przyrządzania,
– nie jemy za dużo naraz…

Ze względu na substancje czynne liści bazylii sos usprawnia trawienie i chroni przewód pokarmowy przed infekcjami. Oliwa i orzeszki zawierają witaminę E, a także polifenole i nienasycone kwasy tłuszczowe. Czosnek – substancje przeciwwirusowe i obniżające poziom „złego” cholesterolu.
Stosując różne oleje możemy zapewnić sobie dobrą dawkę kwasów tłuszczowych omega-3, -6 i -9. Nie używajmy za dużo oleju słonecznikowego – ma za dużo kwasów omega-9.

Pesto nie polecam jedynie paniom będącym w ciąży, ponieważ nowa aromatyczna przyprawa (niekoniecznie bazylia, to mogą być różne zioła) może wywołać przedwczesne skurcze. Kulinarne eksperymenty niechaj poczekają…

Życzę wszystkim smacznego, no i nie zamarznijcie, bo jeszcze Fakt o Was napisze. Chyba że tego chcecie, ale są na to lepsze sposoby.

Renata Bączek-Kwinta


Responses

  1. Bazylii nie uprawiam ale w ogródku lebiodkę i macierzanka – też rewelacyjne przyprawy.

  2. Tak – nie wyobrażam sobie bez nich wielu potraw. To również rośliny lecznicze! Właśnie walczę z katarem stosując tzw. parówkę z tymianku.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: