Napisane przez: Renata Kwinta | Czerwiec 9, 2010

Wszystko płynie…

To nie są pola ryżowe pod Wawelem. Tak wyglądały krakowskie bulwary po drugiej fali powodziowej. Bardzo dała się nam we znaki woda tej wiosny. Współczuję wszystkim, którzy ucierpieli z jej powodu.

Tymczasem jako biolog roślin myślę o przystosowaniach roślin do nadmiaru wody w glebie, czyli jak wygląda kwestia: powódź kontra rośliny. Woda jest każdej roślinie niezbędna do życia, bo ciało roślin zawiera do 90% wody (czyli więcej niż nasze, które gromadzi jej około 70% masy). Mało tego, ponad 90% pobranej wody rośliny wypuszczają w powietrze podczas transpiracji. Marnotrawstwo? Nie, po prostu transpiracja napędza transport wody w górę rośliny. A taka np. 100-metrowa sekwoja… albo i nawet kilkucentymetrowa roślinka musi przewodzić wodę do swoich najwyższych części, bo każda z nich potrzebuje i wody, i rozpuszczonych w niej substancji mineralnych.

Jednak nadmiar wody w podłożu wcale nie oznacza lepszego uwodnienia, wręcz przeciwnie! Przede wszystkim, w glebie zaczyna brakować tlenu (anoksja), ponieważ te przestwory glebowe w których było powietrze, zostają opanowane przez wodę. W wodzie rozpuszczalność tlenu słabnie. Korzenie i inne podtopione części zaczynają się dusić… Rośliny uruchamiają wtedy oddychanie awaryjne, czyli fermentację alkoholową (etanolową), tak samo jak drożdże. Jest to jednak wyjście naprawdę awaryjne, czyli nie do zastosowania na dłużej. Po pierwsze, oddychanie beztlenowe jest bardziej kosztochłonne niż „zwykłe”, tlenowe, ponieważ dostarcza niewiele energii w stosunku do spalonych przez komórki cukrów. To mniej więcej tak, jakbyśmy w mroźną noc chcieli ogrzać dom paląc kartki z encyklopedii… Po drugie, powstają toksyczne produkty, czyli etanol (tak, tak! toksyczny!) oraz aldehyd octowy. Po trzecie, oddychanie beztlenowe to uproszczony wariant oddychania roślin, więc nie występują w nim wszystkie elementy i wszystkie związki pośrednie które można by wytworzyć. Wszystko to zaburza działanie korzeni i utrudnia transport wody do części nadziemnych. Bywa więc tak, że stojące w wodzie rośliny wyglądają na zwiędłe…

Kiedy woda opada, problem wcale się nie kończy. Roślina przechodzi szok (tzw. hiperoksję), bo znów pojawia się w jej tkankach tlen, a ponieważ przemiana materii jest zaburzona, powstające wolne rodniki tlenowe i inne związki szerzą spustoszenie.

Krótkotrwałe podtopienie nie szkodzi jednak roślinom, co można zobaczyć w wielu miejscach. A jaka bujna zrobiła się po tak długotrwałych opadach zieleń na trawnikach, łąkach czy nawet w skrzynkach balkonowych! Trudno się jednak cieszyć roślinami, kiedy ktoś traci dom czy kogoś bliskiego…

Płynie Wisła (i inne rzeki), woda na szczęście stopniowo opada, płynie czas. Ziarnopłon opisany w dziale Wiosenne zaskoczenia , jak na geofita przystało zapadł się pod ziemię; teraz warstwą gruntu czekają na kolejną wiosnę jego pączki (https://biologiaroslin.wordpress.com/2010/04/05/ziarnoplon-czynny-od-9-do-17/).  Za to pojawił się podbiał w nowej szacie!

Wcześniej pisałam o nim w notce https://biologiaroslin.wordpress.com/2010/03/24/tussilago-%E2%80%93-powrot-z-otchlani/, kiedy złocił się na prawie pustych jeszcze polach. Po kwiatostanach ani śladu.

No i masowo kwitnie i odurzająco pachnie bez czarny Sambucus nigra, jeden ze wskaźników fenologicznych wczesnego polskiego lata. Pamiętamy – to ten, który nie ma nic wspólnego z lilakiem😉 (https://biologiaroslin.wordpress.com/2010/05/05/my-name-is-lilac-just-lilac/).

Renata Bączek-Kwinta


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: