Napisane przez: Renata Kwinta | Sierpień 9, 2010

Amerykanka w Krakowie

Nie mogłam nie zauważyć dużych, zebranych w wiechy kwiatów na czymś, co na pierwszy rzut oka przypominało przerośniętą drzewiastą fasolę. Tak, liście sercowate jak pojedyncze listki liścia złożonego fasoli, tylko większe i nadzwyczaj obfite. Kwiaty białe, ale fioletowo nakrapiane i z dwoma większymi żółtymi plamkami wewnątrz. „Fasolowe drzewo” wyraźnie odcinało się wizualnie od rosnących obok klonów.


Rosnąca między swojskimi klonami przy ulicy Kasztanowej w Krakowie egzotyczna dendropiękność okazała się  katalpą. Trudno mi było na sto procent ocenić, czy to katalpa zwyczajna, inaczej surmia bignoniowa, Catalpa bignonioides Walter, czy też wielkokwiatowa Catalpa speciosa (Warder ex Barney) Engelm.

 

W wielu stanach USA można je spotkać tak często jak u nas klony czy – nomen omen – kasztanowce. Ten ostatni też ma wspaniały biały (lub czerwony) kwiatostan złożony z dość dużych kwiatów. Kwiaty katalpy są jednak większe, a zieleń jej liści – jaśniejsza niż u kasztanowca, pasująca do żółtych plamek wewnątrz kwiatów. Do tego krótki pień i szeroka korona powodują, że całość prezentuje się bardzo harmonijnie. Przyjemnie stanąć w upalny letni dzień pod cieniem który oferuje rozłożysta korona katalpy. Dookoła uwijają się owady zapylające: pszczoły, trzmiele i inne błonkówki. Trudno się dziwić: katalpa jest spokrewniona z takimi roślinami jak lawenda, jasnota, mięta czy melisa, o pyłku bardzo lubianym przez sześcionogi-zapylacze. Tak – chociaż katalpa to drzewo, a melisa jest byliną, to obie należą do rzędu jasnotowców Lamiales Bromhead, choć ich dalsze drogi filogenetyczne się rozchodzą: katalpa to rodzina bignoniowate (Bignoniaceae Juss.), a melisa: jasnotowate (Lamiaceae Lindl.; dawnej zwane wargowymi).

 

Ta spotkana przeze mnie kwitła po raz pierwszy w swoim życiu, bo na drzewku nie widziałam wielkich, zaschniętych strąków z poprzedniego roku. A kilka tygodni później spotkałam katalpę już owocującą.

 

Właściwie powinniśmy tę roślinę nazywać katawbą czy też kataubą (Catawba), bo tak początkowo ją nazywano – od nazwy szczepu indiańskiego Catawba żyjącego od stuleci nad rzeką o tej samej nazwie, przepływającą przez obecne dwa stany USA – Karolinę Północną i Południową. Tam katalpę odkryli biali przyrodnicy. XVIII-wieczny botanik Giovanni Antonio Scopoli użył jednak zniekształconej nazwy Catalpa, którą przyjęto do języka naukowego.

Indian Catawba, podobnie jak wielu innych rdzennych mieszkańców obu Ameryk, zdziesiątkowała epidemia którą nieświadomie przynieśli biali – ospa wietrzna, nieobecna dotąd w nowym Świecie. Mam nadzieję, że sprowadzane do nas z innych kontynentów rośliny nie zdziesiątkują (z zemsty za Indian i nie tylko) naszej bioróżnorodności. Choć nie wygląda na to, aby raczej ciepłolubna katalpa, którą (gdy młoda) trzeba chronić przed ostrymi mrozami, zagłuszyła na przykład klony. Zauważmy zresztą, gdzie się ją wysadza – w miastach, które mają średnie temperatury wyższe niż regiony pozamiejskie (o miejskim cieple pisałam przy okazji spotkania z dzikim jęczmieniem). Być może sprzyja jej też brak owadów żerujących na liściach, które można zobaczyć w filmie http://www.youtube.com/watch?v=8LgUWvzOn6k, a z którego wynika, że katalpa to najlepszy przyjaciel amerykańskiego wędkarza…

 

Warto przeczytać:

Etymologia nazw niektórych roślin: http://ptb.ib-pan.krakow.pl/Roczn_Dendrol/artykuly/vol53/dolatowski.pdf

Ile nazw można nadać jednemu drzewu, gdy bierze się za to zbyt wielu botaników? http://es.wikipedia.org/wiki/Catalpa_bignonioides (Sinonimia)

Choroby katalpy, zwalczanie: http://www.szkolkarstwo.pl/article.php?id=425

Renata Bączek-Kwinta


Responses

  1. Według tego co ja wyczytałem historia jest podobna, tyle że nazwa katalpa pochodzi od imienia wodza indiańskiego Katulpah, zresztą podobnie jak Sekwoja- Sequoiah

  2. Cieszę się, że przypomniał Pan o etymologii nazwy tego wspaniałego drzewa Sequoia Endl. Sequoiah był Metysem, synem Indianki z plemienia Czirokezów. Podczas polowania doznał trwałego urazu stopy i okulał, a złośliwy indiański ludek (bo złośliwość jest uniwersalną cechą Homo sapiens) dał mu ten przydomek, który znaczył mniej więcej „świńska racica”. Z konieczności zatem Sequoiah (a naprawdę George…) zajął się sprawami bardziej stacjonarnymi, w tym – opracowaniem alfabetu języka swojego plemienia, co umożliwiło m.in. komunikację pomiędzy rozproszonymi grupami Czirokezów. Sequoiah zaangażował się też w działania polityczne na rzecz Czirokezów i innych Indian; ludzie docenili te starania, a imię tego małego wielkiego człowieka trafiło do nazw botanicznych i geograficznych.

    Pozdrawiam!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: